Zaloguj się

Użytkownik *
Hasło *
Pamiętaj mnie

Zarejestruj się

Pola oznaczone (*) są wymagane.
Nazwa użytkownika *
Użytkownik *
Hasło *
Powtórz hasło *
Email *
Powtórz email *
Captcha *
Reload Captcha

Kuźnia Wodna wraz z całym Muzeum Techniki otrzymała w końcu ratunkową dotację rządową. Z pewnością pomogły protesty internautów i zbierane podpisy.

Kuznia_Radio_Gdansk_2012

Opiekun Kuźni Wodnej Dariusz Wilk oraz Hanna Wilczyńska - Toczko z Radia Gdańsk

W samej Oliwie zebrano ponad 300 podpisów pod apelem o ocalenie Kuźni. Z całej Polski tysiące apeli mailowych o nadanie Muzeum Techniki w Warszawie rangi Muzeum Narodowego trafiło do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Kierownik Kuźni Wodnej Dariusz Wilk bardzo dziękuje wszystkim za udzielone poparcie.  Ostatnie informacje medialne związane z sytuacją Muzeum Techniki i Kuźni Wodnej były bardzo niepokojące, ale zapewniam iż dalej funkcjonujemy i mam nadzieję iż nasza sytuacja ulegnie poprawie na tyle iż w roku 2013 będziemy mogli funkcjonować bez obaw - mówi pełen optymizmu Dariusz Wilk.

Podczas programu Radia Gdańsk „Tu i Teraz”, prezes ZG FSNT Naczelnej Organizacji Technicznej Ewa Mańkiewicz - Cudny potwierdziła, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zaakceptowało projekty Muzeum Techniki. Pieniądze na funkcjonowanie muzeum, praktycznie w tej wysokości co były do tej pory, zostały nam przyznane – zapewniała Ewa Mańkiewicz - Cudny. Pani prezes dodała, że nic z tych pieniędzy nie zostaje w NOT lecz całość jest przekazywana do Muzeum Techniki, które samodzielnie nimi dysponuje.

Być może samo muzeum nie zauważyło, że w tej chwili nie ma finansowania kogoś za to, że jest - finansowania jego funkcjonowania. Teraz jest finansowanie konkretnej działalności, konkretnych projektów. Ewa Mańkiewicz - Cudny sugerowała, aby Kuźnia (poprzez NOT) wystąpiła o grant do Pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego na realizacje konkretnych projektów kulturalnych

Czy Muzeum Techniki jest ciężarem dla NOT? W czasie programu padł pomysł przekazania muzeum innemu podmiotowi np. Muzeum Historycznemu Miasta Gdańska. Pracownicy Muzeum Techniki apelują o przyznanie placówce statusu Muzeum Narodowego. Muzeum absolutnie nie jest dla nas ciężarem – zaprzeczała prezes NOT. Pracownicy muzeum, w momencie gdy zabrakło pieniędzy, czuli się zagrożeni i wyrażali różne obawy. To zarząd kilka lat temu w podobnej sytuacji wziął na siebie ciężar finansowy Muzeum Techniki. Prezes NOT wyraziła wątpliwość czy znajdą się pieniądze w przypadku przejęcia Kuźni przez kogoś innego.

Te pieniądze, które w tej chwili przyszły, przyszły w wyniku ogromnych działań Zarządu Głównego (NOT), odwołań które pisaliśmy, rozmów, wizyt. Jest przewidziane spotkanie paru ministerstw, wspólnie z NOT, aby się zastanowić w jaki sposób dalej finansować Muzeum Techniki - dodała Ewa Mańkiewicz - Cudny Jednak Muzeum Techniki na swojej stronie internetowej nadal apeluje o pomoc. Powstała również specjalna strona www.ratujemy-muzeum.pl/ gdzie do wypełnienia przygotowano specjalną ankietę.

Tomasz Strug

Oliwska Kuźnia Wodna może zostać zamknięta. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego odmówiło dotacji na całe Muzeum Techniki, którego Kuźnia jest oddziałem. Ponad 100 pracowników może stracić pracę a eksponaty mogą zostać sprzedane na pokrycie rosnących długów.

ku1

Właścicielem muzeum jest Federacja Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych Naczelnej Organizacji Technicznej (NOT). Jednak cały koszt utrzymania działalności muzeum pokrywany był z dotacji rządowych. Co roku otrzymywaliśmy dotację z Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego – mówi Dariusz Wilk, opiekun Kuźni Wodnej w Oliwie. Nie była to wielka suma – 4 miliony złotych, ale wystarczała na wszystkie 6 oddziałów. Obecnie muzeum Techniki ma już milion złotych zaległości i dług rośnie. Teraz grozi nam zamknięcie – dopowiada smutno Dariusz Wilk. Cała nadzieja w turystach i  mieszkańcach, by poparli nasz apel o przywrócenie dofinansowania i aby Muzeum Techniki otrzymało rangę Muzeum Narodowego. Z samych biletów nie jesteśmy w stanie się utrzymać. Na razie jeszcze nie odwołuję zaplanowanych imprez w Kuźni – deklaruje jej opiekun.

Kuźnię Wodną w Dolinie Radości – oddział warszawskiego Muzeum Techniki, otwarto dla zwiedzających po długotrwałym remoncie 17 czerwca 1978 roku. Od początku jej opiekunem był Zbigniew Wilk a później tę rolę przejął po nim syn Dariusz. Dzięki licznym, organizowanym przez Dariusza Wilka imprezom, wzrosła  w ostatnich latach liczba osób zwiedzających. W ostatnim roku Kuźnia gościła ponad 3 tys. turustów.

Tomasz Strug

kuznia zima

Kuźnia Wodna w zimowej szacie

Zachęcamy do zapoznania się z treścią apelu Dyrektora Muzeum Techniki

O ODPOWIEDNIĄ RANGĘ MUZEUM TECHNIKI W STOSUNKU DO JEGO ZNACZENIA DLA KRAJU I SPOŁECZEŃSTWA

Rola techniki jako jednej z najważniejszych dziedzin życia i działalności człowieka jest uznawana powszechnie. Ugruntowuje się przekonanie, że postęp techniczny stanowi podstawę rozwoju cywilizacji, a także w znacznym stopniu rozwoju społecznego.

Przekonanie to istnieje również w naszym Kraju, ale nie zawsze i nie w pełni konsekwentnie realizowane są wynikające z niego wnioski. Takim zasadniczym wnioskiem jest konieczność kształtowania kultury technicznej, która jest fundamentem owocnego rozwoju i wykorzystania techniki.

Nieodzowne kształtowanie kultury technicznej wymaga odpowiednich działań i instytucji, które te działania wykonują. Muzea techniki należą do tych instytucji zajmując wśród nich jedno z czołowych miejsc.

W Polsce tradycje muzeów techniki sięgają połowy XIX wieku, a więc okresu zaborów, kiedy należały do nielicznych narodowych instytucji, które miały możliwość działania - np.Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie, gdzie pierwsze naukowe kroki stawiała późniejsza dwukrotna laureatka Nagrody Nobla Maria Skłodowska-Curie.

W Niepodległej Polsce powstało w 1929 r. Muzeum Techniki i Przemysłu, które odegrało znaczącą rolę w popularyzacji i upowszechniania wiedzy o narodowych tradycjach techniki i przemysłu, a równolegle o aktualnych osiągnięciach postępu technicznego i gospodarki w Kraju.

Rola tego Muzeum była doceniana przez naczelne władze II Rzeczypospolitej, sam Prezydent prof. Ignacy Mościcki interesował się żywo działalnością placówki i wspierał jej działania osobistym poparciem. Podobnie Prezydent Warszawy Stefan Starzyński czy twórca Gdyni i COP-u wicepremier RP inż. Eugeniusz Kwiatkowski.

II wojna światowa spowodowała niestety zniszczenie Muzeum Techniki i Przemysłu. Próba reaktywowania Muzeum bezpośrednio po zakończeniu wojny nie przyniosły pozytywnego rezultatu, gdyż osoby, które podjęły w tym kierunku działania nie cieszyły się, mówiąc delikatnie, zaufaniem władz.

Reaktywowanie nastąpiło dopiero w 1955 r. z inicjatywy środowisk inżynierskich zrzeszonych w Naczelnej Organizacji Technicznej, która spełniła rolę organu założycielskiego i której agendą jest obecnie Muzeum Techniki (taka nazwa została placówce nadana po wojnie).

W ciągu tych 51 lat Muzeum Techniki zgromadziło bardzo wartościowe eksponaty, zwłaszcza z zakresu dokumentacji dziejów techniki polskiej. Zbiór tych eksponatów świadczy o bogatych tradycjach naszej techniki. W codziennej działalności Muzeum tradycje te są szeroko popularyzowane i upowszechniane wśród zwiedzających, których liczba w ciągu roku wynosi od lat średnio około 130 tysięcy, przy czym pokaźna część tych zwiedzających, w szczególności młodzież szkolna, korzysta ze specjalnych zajęć obejmujących pokazy, projekcje filmowe i tematyczne prelekcje.

Obecnie działalność Muzeum ulega jednak pewnemu ograniczeniu, Naczelna Organizacja Techniczna nie jest bowiem w stanie zapewnić placówce odpowiednich warunków nie tylko dla rozwoju, ale nawet aktualnej egzystencji z braku środków finansowych. Trudno więc mówić o spełnianiu przez Muzeum roli odpowiedniej do znaczenia techniki w życiu Kraju, kształtowaniu kultury technicznej i prezentowania bogatych tradycji. Spełnianie takiej roli wymaga innej rangi Muzeum Techniki i stabilnych warunków jego działalności, w tym co ważne warunków finansowych, adekwatnych do warunków, które są zapewniane dla innych muzeów o wysokiej randze.

Postulujemy, aby Muzeum Techniki otrzymało rangę Muzeum Narodowego przede wszystkim z uwagi na zakres jego działalności, która reprezentuje dorobek polskiej myśli techniki, stanowiącej, jak wiadomo, fundament rozwoju cywilizacji.

Taką rangę ma np.w Czechach Národní Technické Muzeum, podobnie w Wielkiej Brytanii Science Museum, w Niemczech Deutsches Museum. a we Francji Palais de la Découverte.

Polska nie powinna być pozbawiona narodowej instytucji, która byłaby skarbnicą zabytków i dokumentów świadczących o bogatych tradycjach naszej techniki, od jej odległych początków po dzień współczesny, a przy tym mogła pozytywnie wpływać na ochronę zabytków techniki w naszym kraju. Tego wymaga nasza pozycja w świecie, w którym znaczenie techniki doceniane jest w coraz większym stopniu.

inż. Jerzy Jasiuk
Dyrektor Muzeum Techniki

Przyjacielu Muzeum Techniki! Jeśli zgadzasz się z powyższym memorandum, wyślij e-mail popierający tę sprawę na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Wystarczy list o treści: "Popieram sprawę nadania Muzeum Techniki w Warszawie rangi Muzeum Narodowego". Pamiętaj -Twój głos też się liczy!

Oliwska kuźnia wodna obchodzi 30 - lecie obudowy i działania w ramach Muzeum Techniki. W piątek odbyło się otwarcie wystawy p.t. "Myśl techniczna w Polsce" oraz prelekcja o historii odbudowy obiektu. Muzeum po długotrwałym remoncie otwarto po raz pierwszy 17 czerwca 1978 roku.

ku1

Rolę gospodarza pełnił opiekun kuźni Dariusz Wilk. O historii odbudowy opowiadał dyrektor Muzeum Techniki Henryk Twardowski. Dyrektor bardzo podkreślał poświęcenie i zasługi pierwszego opiekuna zabytku Zbigniewa Wilka.
Rozpoczęcie odbudowy kuźni zawdzięczamy  inicjatywie i uporowi dyrektora Jerzego Jasiuka który do dnia dzisiejszego jest wieloletnim Dyrektorem Muzeum Techniki w Warszawie, a Kuźnia Wodna jako oddział tego muzeum jest jedynym takim muzeum  na północny Polski.

Ku2 Dariusz i Zbigniew Wilk

Ojciec i syn wspólnie oprowadzali po oliwskiej kuźni i demonstrowali jej działanie.

Kuznia Oliwska1 przez villaoliva


 




ku3





Można tylko żałować, że tak wspaniały zabytek jest niedoceniany w Gdańsku czego dowodem była dość skromna liczba gości  przybyłych na uroczystość, mimo ponad 200 wysłanych zaprszeń.
Przez szum wody przebijał się dzwięk muzyki granej na żywo przez zespół "Póżne Popołudnie"

 

 

Najbliższe imprezy w Kuźni:

28 czerwca (sobota)  Jazz w Kuźni - "Późne Popołudnie" godz.18.00
29 czerwca (niedziela)  Pokaz walk rycerskich i kucie stali. godz.16.00




Ku4

/villa/

Zobacz stronę Kuźni w Oliwie

 
 

 

Kuźnia Wodna

Wrz 21, 2020

"Stara młotownia na potoku oliwskim" - artykuł z czasopisma 30dni nr 2(40) marzec/kwiecień 2002
Autor: Tadeusz T. Głuszko

 W każdej chwili można uruchomić urządzenia kuźni wodnej zbudowanej w odległej dobie renesansu na Potoku Oliwskim w Dolinie Powagi przy dzisiejszej ulicy Bytowskiej 1 w Oliwie i wznowić przerwaną przed ponad pięćdziesięciu laty produkcję. Kuźnię zbudowano w głębokim obniżeniu terenu, poniżej zapory spiętrzającej wody zlewających się opodal potoków: Oliwskiego i Prochowego. Część mechanizmów pamięta jeszcze lata przedwojenne i bardziej odległe, inne odtworzono w latach siedemdziesiątych XX wieku. Wystarczy otworzyć upusty akweduktów łączących kuźnię ze stawem, by masy spadającej wody wprawiły w ruch trzy koła nasiębierne, dwa duże i jedno mniejsze (stąd na-siębierne, że biorą "na się" spadającą wodę). A wtedy zaczną wznosić się i opadać wielkie ćwierćtonowe młoty, a masywne nożyce do cięcia grubej blachy rozpoczną miarowe rozwieranie i zamykanie miażdżących szczęk. Głuche uderzenia młotów i dźwięczne stukotanie ręcznych młotków, poskrzypywanie drewnianych wałów i łoskot spadającej wody przywracają atmosferę, która od schyłku XVI wieku przez kilka stuleci panowała na tym miejscu. Jak dawniej, i dzisiaj, po mrocznych wnętrzach uwijają się kowale. Już z ulicy słychać ich pracę.

Z dalekich zakątków świata przyjeżdżają badacze oraz miłośnicy zabytkowych zakładów przemysłowych, żeby to zobaczyć na własne oczy. Jak tam trafić? Do Doliny Powagi najprościej trafić kierując się na Dolinę Radości, u której wylotu jest rozłożona, oddzielona od tamtej niedużą Doliną Schwabego. Najłatwiej dotrzeć tam ulicą Kwietną, która bierze początek przy Starym Rynku Oliwskim. Jeśli wybieramy się po wizycie w ogrodzie zoologicznym, wygodniej będzie zejść na ulicę Kościerską i wyminąwszy instytuty budownictwa wod­nego i geologii PAN, wziąć najbliższy zakręt w lewo, by po chwili wyminąć po prawej dawny ?Żeliwiak" ze stojącym na wspólnej z nim parceli zapuszczonym Dworem Ernsttal i zaraz ukazuje się kuźnia. Spoza jezdni wynurza się z głębokiego obniżenia drewnianymi szczytami oraz krytymi gontem dachami.

NAJWIĘKSZA

Kuźnię, zwaną od pracujących w niej dwóch wielkich młotów młotownią (niem. Eisenhammer, Hammerwerk, dzisiaj określaną umownie jako Młyn XIII), wzmiankują źródła pisane już w 1597 roku, kiedy stanowiła własność posiadacza wielkich dóbr, Jana Klinghammera, od którego przejął ją drogą kupna opat oliwskich cystersów Dawid Konarski. Nie wiemy jednak, kiedy ją zbudowano. Przypuszcza się, że nastąpiło to przed 1597 rokiem, niektórzy powiadają, że w średniowieczu. Uznaje się niemal powszechnie, że była największą młotownią nad tutejszym potokiem.

W 1957 roku kuźnia była już malowniczą ruiną pozbawioną dachów. Na odsłoniętą maszynerię bezlitośnie nacierały siły przyrody, czyniąc ogromne spustoszenie. Stan taki utrzymywała się dłużej niż dwadzieścia lat. Ruinę młotowni przejęło warszawskie Muzeum Techniki NOT. Na pełną odbudowę i otwarcie kuźni jako placówki muzealnej trzeba było czekać do 1978 roku. Duży udział w odbudowie miał ojciec obecnego opiekuna, Zbigniew Wilk. 
Dariusz Wilk pracuje w kuźni od 1988 roku. Poza sezonem turystycznym, za zgodą warszawskiej dyrekcji, w lewobrzeżnym budynku, gdzie kiedyś pracował ojciec pani Marty, prowadzi zakład kowalski, który z pierwszym dniem sezonu turystycznego znika na głębokie zaplecze, by nie burzyć atmosfery muzeum.

Z NIEWIELKIMI ZMIANAMI

Zasada działania kuźni oliwskiej oraz jej architektura w zasadzie nie zmieniły się od najdawniejszych czasów. Siły motorycznej dostarcza ogromny zbiornik wodny o pojemności ośmiu tysięcy metrów sześciennych, stworzony w efekcie spiętrzenia Potoku Oliwskie-go długą zaporą. Przypuszczalnie istniejące dawniej w tym miejscu stawy kuźnicze były niewiele mniejsze. Wykonane z drewna dębowego koła wodne już w połowie XIX wieku musiały dostać stalowe wzmocnienia. Można to stwierdzić, gdyż w ich konstrukcji zachowały się gwinty odbiegające od norm przyjętych jako standardowe w II połowie XIX wieku. W 1943 roku usztywniono je pochodzącymi z Królewca stalowymi szynami zachowanymi do dzisiaj. Woda dopływa do kół dwoma akweduktami umieszczonymi w wysoko poprowadzonych betonowych korytach. Do modernizacji z 1943 roku były wykonane z dębowych desek uszczelnionych gliną. W lewobrzeżnym budynku wodę odbierają dwie turbiny - koło duże i małe o średnicach 400 oraz 310 centymetrów, w prawobrzeżnym zaś tylko jedna, o średnicy 400 centymetrów.

MŁOTY, NOŻYCE, PIECE

Podobno każde z dużych kół może "przerzucić" w jednej sekundzie nawet 0,6 metra sześciennego wody. Na ich obwodach znajdujemy czterdzieści cztery gięboko osadzone łopaty. Osiągana największa moc tych turbin to piętnaście kilowatów. Ich potężne osie wykonano z dębu, każdą z jednego pnia. Mają kształt wydłużonych kloców o wymiarach 70 x 70 x 800 centymetrów. W pewnym oddaleniu od kół wodnych nasadzono na te wały sta­lowe obręcze z dziesięcioma równo rozmieszczonymi zębami (trybami). To one podczas obrotu naciskają na trzony (dźwignie) 250-ki-logramowych młotów, powodując ich uniesienie i upadek na kowadło. Uwzględniając po­wstałe przez lata luzy, jeden obrót koła wyzwala średnio trzy uderzenia, nie zaś dziesięć, jak podaje się w literaturze - stwierdza Dariusz Wilk. Młoty spadają na kowadło z wysokości 40-50 centymetrów. Podaje się, że wysokość zależy od prędkości obrotów koła. Powiada się też, że z wałem były kiedyś sprzężone przekładnie mechanizmów poruszających miechami, ale i z tym poglądem nie zgadza się obecny opiekun, który twierdzi, że nie było takiej potrzeby.

Małe koło jest osadzone na dębowym wale o wymiarach 50 x 50 x 470 centymetrów. Na jego obwodzie znajdują się trzydzieści dwie łopaty. Daje napęd nożycom do cięcia blach i prętów o grubości do czterdziestu milimetrów. Zamocowany na osi mimośród powoduje w czasie pełnego obrotu jedno rozwarcie i zaciśnięcie szczęk. W latach, kiedy w kuźni produkowano narzędzia rolnicze, podobno nożycami okrajano z grubsza lemiesze. Pan Dariusz powiada, że sprowadzone zostały do kuźni podczas modernizacji przeprowadzonej około 1930 roku, dla pani Marty były od zawsze.

Obroty kół wodnych można przyspieszać i zwalniać. Wystarczy odpowiednio otworzyć lub przymknąć klapę zasuwy umieszczoną nad każdym w korycie akweduktu. Jak powiada Dariusz Wilk, zwiększając lub zmniejszając strumień spadającej wody możemy w przypadku dużych kół osiągać prędkości od dwudziestu do osiemdziesięciu obrotów na minutę, powodując w tym samym czasie nawet do dwustu pięćdziesięciu uderzeń młota. Klapami zasuw operujemy przy pomocy systemu dźwigni. Można je blokować w czterech ustawieniach stopniujących pożądany zrzut wody. Chcąc zatrzymać koło, wystarczy zamknąć zasuwę albo tak obniżyć zastawkę kanału, by woda nie podniosła się do poziomu jego końcowego odcinka z zasuwami i uchodziła bezpośrednio do tak zwanego przelewu bocznego.

Czym byłaby kuźnia bez pieca?  W Oliwie znajdujemy piece w obydwu budynkach. Prawobrzeżny do dzisiaj jest nadmuchiwany przez stary miech o imponujących rozmiarach. Jak powiada opiekun zabytku, nagrza­nie palenisk to kwestia kilku minut. Więcej czasu potrzeba do rozgrzania materiału pod odkuwki. Rozpalony niekiedy do białości metal mężczyźni przenoszą na kowadło posługując się odpowiednimi kleszczami. Zwykłe kleszcze utrzyma kowal w jednej ręce. Największe, eksponowane w prawobrzeżnym budynku, musi obsługiwać czterech kowali. Ważą blisko sto kilogramów, a jeszcze chwyta się w nie kawał rozpalonej stali o ciężarze połowy dużego kowadła... Dohartowania służyły wielkie rynny z wodą spływającą wprost z akweduktów, które w latach siedemdziesiątych nie zostały odtworzone.

SĄ I INNE

Spośród zaledwie dwóch zachowanych kuźni wodnych w Polsce, tylko oliwska jest zdolna do pracy. Druga, w Nowej Słupi na Kielecczyźnie, to dzisiaj martwy eksponat nadający się tylko do zwiedzania. Nasza, jedyna w swoim rodzaju młotownia, nie jest w Europie osamotniona. W dobrym stanie utrzymały się podobne obiekty w Bawarii, a kilka z nich to prawdziwe rarytasy. Są takie, w których jeden wał przekazuje napęd aż trzem młotom, pracującym jednocześnie albo osobno. Przez kilka lat oliwska filia Muzeum Techniki NOT czynnie współpracowała z pewnym monachijskim muzeum opiekującym się bawarskimi kuźniami.

NA NOWO PO STAREMU

Łatwo dostępne i stosunkowo niedrogie drewno, które posłużyło pierwszym budowniczym za podstawowy budulec maszynerii młotowni oraz osłaniających ją budynków, zaczęto z czasem zastępować żelazem, stalą i betonem. Najpoważniejszą gruntowną modernizację przeprowadzono bodaj w 1943 roku.

Co ciekawe, kiedy wykonywano betonowe leża pod wały kół wodnych, nie zdemontowano starych drewnianych, tylko obudowano je szalunkiem i zalano zaprawą. Właśnie te wcześniejsze konstrukcje wynurzają się dzisiaj w miejscach, gdzie beton został wypłukany przez nurt Potoku Oliwskiego. Miejmy nadzieję, że ktoś odpowiedzialny to kontroluje i nie grozi kolejna katastrofa, jak niedawna z roku 2000, kiedy prawobrzeżne koło obsunęło się o 30 centymetrów i trzeba było pokonać dużo trudności, by osadzić je na właściwym poziomie. Specjalnie sprowadzony pięćdziesięciotonowy podnośnik musiał spełniać wiele rygorystycznych wymogów, zanim został zainstalowany wewnątrz zabytku.

Choć po wojnie, wskutek poważnych zaniedbań, kuźnia uległa straszliwej dewastacji, w latach siedemdziesiątych odbudowano ją z dużym pietyzmem. Konstrukcję budynków postawiły Pracownie Konserwacji Zabytków z Gdańska. Większość elementów drewnianych, między innymi gigantyczne osie, powstawały w tartaku we Wrzeszczu blisko torów PKP. Dużą część prac wykonali zrzeszeni w gdańskich cechach rzemieślnicy. Najtrud­niejsze okazało się odtworzenie kół wodnych. Udało się jednak i 17 czerwca 1978 roku nastąpiło długo oczekiwane otwarcie.

CIEPŁE SPOD MŁOTA

Oliwska filia Muzeum Techniki NOT funkcjonuje od początku, o czym wspomnieliśmy, również jako warsztat. Początkowo wytwarzano tylko wyroby pamiątkarskie. Dzisiaj, poza sezonem turystycznym, kowale Dariusza Wilka świadczą szeroko rozumiane usługi dla ludności. W styczniu odkuwali w lewobrzeżnym budynku ozdobne balustrady do kilku balkonów. Współcześni majstrowie nie posługują się jednak starymi urządzeniami. Piec na lewym brzegu posiada nawiew elektryczny i nie rozgrzewa się go jak dawniej drewnem czy węglem, ale koksem, który rozpala się gazem. Również nie wykorzystuje się ciężkich dziewiętnastowiecznych wiertarek eksponowanych blisko obydwu pieców, ani wielkich młotów czy gigantycznych nożyc. Nie znaczy to bynajmniej, że zabytkowe urządzenia pozostają zupełnie bezczynne.

Kuźnia ożywa ?po staremu" w sezonie turystycznym, który obowiązuje od 2 maja do 31 października. Wówczas można obejrzeć wirujące koła wodne oraz poruszające się miarowo mioty i nożyce, puszczane w ruch w godzinach otwarcia muzeum. Chętni większych wrażeń mogą umówić się na pokaz pracy kowali demonstrowany za dodatkową opłatą. Trwa to około pół godziny. Panowie zakładają długie skórzane fartuchy i prezentują wszystkie etapy powstawania wyrobu kowalskiego. Demonstracja może być interesująca dla grup wycieczkowych, dla klas szklonych. Można wówczas zakupić ?ciepłe" jeszcze wyroby kowalskie lub w budynku kasy zaopatrzyć się w wykonane wcześniej.

NIESTETY

Dawniej mieszkańcy Trójmiasta nie zachodzili do oliwskiej kuźni zbyt często. Czyżby dlatego, że w Spisie Zabytków Architektury została zaliczona zaledwie do drugiej grupy? Najczęściej zaglądały tu przyjezdne grupy autokarowe. W ostatnich latach większość zwiedzających to spacerowicze i turyści indywidualni, blisko dwa tysiące osób rocznie. Jednak to ciągle mało, zważywszy rangę wyjątkowego w skali krajowej zabytku. Przyznać trzeba, że kuźnia jest mało reklamowana i mocno zapuszczona. Z zewnątrz prezentuje się jeszcze nieźle, ale jej wnętrza pozostawiają dużo do życzenia. Obiekt utrzymywany jest przez dyrekcję w Warszawie, która skąpo sypie groszem. Brakuje pieniędzy na dokończenie rozpoczętych w zeszłym roku remontów ł podjęcie nowych. Podobno żaden specjalista od aranżacji wnętrz nigdy nie zarobił tu złamanego grosza i to widać. Owszem, w kuźni powinno być siermiężnie, ale nie byle jak! Może właśnie ten stan powoduje małe zainteresowanie publiczności i mediów? W ostatnich latach o młotowni prawie się nie mówi i nie pisze. Trochę ?szumu" powstało po 13 grudnia 1997 roku, kiedy po sąsiedzku zwalił się most na potoku. Mimo niebezpiecznie spiętrzającej się wody, a dzięki szybkiej interwencji Dariusza Wilka nie do­szło do poważniejszych strat. Na Bytowską l zawitało w krótkim czasie kilkunastu dziennikarzy. Ukazało się niemało sensacyjnych doniesień o katastrofie i... po kilku dniach znów nad kuźnią zaległa cisza.

 

Są i inne problemy. Jeden szczególnie nęka turystów zmotoryzowanych i grupy autokarowe. W bliskim sąsiedztwie brakuje bowiem parkingu. Mimo że to zabytek w pewnym sensie ?warszawski", przede wszystkim jednak jest gdański, i miasto powinno zapewnić mu lepsze warunki. Dodajmy, że unikalny w skali krajowej obiekt dotąd nie doczekał się poważniejszego opracowania popularyzatorskiego.

 

DODATKOWE ATRAKCJE

Na odwiedzających ten zakątek Oliwy czeka, poza zabytkową kuźnią, jeszcze jedna atrakcja. Po przespacerowaniu kilkuset kroków w górę potoku możemy zajrzeć do słynnego niegdyś podgdańskiego gasthausu, Dworu Schwabego, któremu od grudnia ubiegłego roku właściciel próbuje przywrócić funkcję podmiejskiej gospody Dwór dysponuje parkingiem. Kuchnia nie nawiązuje jednak ani do ciekawej tradycji lokalnej, ani typowo polskiej. Ale to nie wszystko. Wchodząc czy wjeżdżając rowerem w okoliczne śródleśne doliny mamy rzadką nad morzem okazję nacieszyć oczy prawie podgórskimi krajobrazami. To prawdziwy fenomen tego miejsca! Gdyby jeszcze ktoś odważny podjął decyzję o likwidacji ogródków działkowych mocno zasłaniających i szpecących te krajobrazowe osobliwości. Oliwskie doliny można by objąć opieką i kontrolą podobnie jak to zrobiono w Zakopanem. Warto, póki nie wdarły się tam prominenckie osiedla.

Wykorzystano:

Majewski Wojciech, ?Zabytkowa kuźnia wodna na Potoku Jelitkowskim", [w:] Materiały l Sympozjum Zabytki Hydrotechniki w Polsce, Gdańsk 1996;
Mamuszka Franciszek, Stankiewicz Jerzy, ?Oliwa. Dzieje i zabytki", Gdańsk 1959;
Mrozowski Krzysztof, ?Zabytkowa kuźnia wodna w Gdańsku-Oliwie", Kwartalnik Historii Nauki i Techniki 1979, nr 1;
Pawtowski Wiktor, ?Kuźnia żelaza w Gdańsku--Oliwie", ?Jantarowe Szlaki" 1976 nr 10/11;
Ziegenhirte Julia, ?Zabytkowa mtotownia w oliwskiej Dolinie Radości wota o ratunek!", ?Rejsy" dod, ?Dziennika Bałtyckiego", 1955, nr 9

Podziękowania dla redakcji za udostępnienie artykułu.

Poczytaj o XXX leciu muzeum w kuźni

Strona Kuźni Wodnej w Oliwie

Strona 4 z 4
  1. Najnowsze
  2. Oceniane
  3. Komentarze

Kalendarium tekstów

« Wrzesień 2020 »
Pn Wt Śr Czw Pt Sb Nie
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30