Wiesz o czymś co
wydarzyło się w Oliwie?
Napisz o tym!
Reklama w serwisie
StaraOliwa.pl – Oliwa i jej mieszkańcy
Sprawdź!
Reklama

Drożdżówka z Zanzibaru, czyli weekendowe spostrzeżenia emeryta

Świąteczny spacer. Wychodzimy z klatki schodowej prosto na worki ze śmieciami. Turystom nie chciało się zrobić kilkunastu kroków do śmietnika. Pisze turystom, ale kolega uznał, że pisząc tak obrażam prawdziwych turystów.

Drożdżówka z Zanzibaru, czyli weekendowe spostrzeżenia emeryta

W niedzielny poranek nad Motławą i Radunią tłumy. Większość ciągnie na statki albo do muzeum II wojny. Pod pomnikiem Pileckiego para około trzydziestki zastanawia się o kogo chodzi. Pan w czarnej koszulce z patriotycznymi hasłami, pani w czarnej bluzce z ptakiem. Za przeproszeniem. Ptak z cekinów rozlał się na całej piersi i błyska w słońcu różnymi kolorami. Pierwszy powiew egzotyki.

Ławeczka koło nieistniejącego księdza Henia. Koło kościoła Brygidy. Tłumy walą od strony stoczni. Chyba obudzili się turyści. Ci bardziej leniwi jadą meleksami. Meleksy stają w każdym miejscu. Na skrzyżowaniu, chodniku, przejściu dla pieszych. Takie gdańskie święte krowy. Można snuć przedziwną niby przewodnicką opowieść o miejscu lub wyskoczyć na fotkę. Albo włączyć na maksa radio i wozić ryczącą grupę. Kasa zniesie wszystko.

Kilka metrów dalej pomnik Rzezi Wołyńskiej. Dużo kwiatów, jest wieniec w barwach ukraińskich. Obok dwóch gości coś grzebie w torbach. Jeden w brunatnej koszuli podpadł od razu. Nadziewają na kije flagi Narodowców i idą z nimi pod kościół. Ze swoimi poglądami na innych sami mogliby do czegoś podobnego doprowadzić. Byli też na odsłonięciu olbrzymiego pomnika z dzieckiem nabitym na widły. Koszmaru artystycznego ale wzniecającego emocje. Widziano między innymi Brauna. Takie imprezy powinny być wolne od polityki. Bo granie na grobach jest wyjątkowo obrzydliwe.

Cukiernia UMAM. Czas na kawę. Kolejka na zewnątrz.

Na drzwiach kartka o klimie i prośba o zamykanie. Nikt nie zamyka. Zamykam. Po chwili wchodzi para turystów i nie zamykają.

W środku tłum, a pomieszczenie małe. Przed nami ludzie z wielkimi torbami na kółkach. Jakby na Zanzibar się wybierali. Nie odzywają się, kupują dwie drożdżówki i wychodzą. Dwie osoby i cztery wielkie torby w sklepie.

Kolejna jest cała rodzina stojąca w kolejce i znowu podobny numer. Uciekamy do Wuzetki. Dochodzę do lady i nagle koło mojego ucha ukazuje się telefon i pani na cały głos zaczyna komuś czytać jakie na półkach są ciasta. Pani przemieszcza się po całym sklepie, zagląda za lady, filmuje i głośno komuś mówi co i jak.

Półka po półce, z lewej, z prawej, na dole, na górze. Ekspedientki zatyka, mnie też. Pani niemłoda już, a bank rozbiła.

Między szalejącymi hulajnogami uciekamy do domu. Dzień pełen wrażeń, będzie się dobrze spało.

W Polskim Kinie i Labeeryncie szaleństwo imprezowe cichnie po pierwszej w nocy. Jest nadzieja na zaśnięcie. Szybko pryska. Niedorobiony artysta zaczyna grać na trąbce. Labeerynt ogródek. Nikt z knajpy nie reaguje. Jak zawsze. Wydzwaniam do właściciela.

Około 1.30 uspokaja się. Ciężki dzień.

Korespondent Łoś


Opublikowano

Reklama

Reklama

Podobne artykuły