Świat porannego zapachu sosen, parującego o poranku igliwia. Sągów wyciętego lasu do wywozu przygotowanych. Pachnących żywicą. Jak Kanada.
Później, już w dorosłym życiu i pracy jeździłem często na wieś. Zapach wydobywający się z kominów kojarzy się fajnie do dzisiaj.

We Wdzydzach Kiszewskich na krzyżówkach była stara leśniczówka. Taka przedwojenna z cegły. Jak to na Kaszubach. Pan Czaja był leśniczym. Starszy człowiek. Wysiadałem z porannego autobusu i zaraz byłem w leśniczówce. Z kuchni zapach drewna, podrzucane drewna pod przygotowywane jedzenia. W całym domu pachniało palonym drewnem, a mundur leśniczego był chyba już na stałe tym zapachem przesiąknięty. Kawa sypana ze szklanki z koszyczkiem smakowała w takim otoczeniu jak dzisiejsze cappuccino albo i lepiej.
W moim życiu były też buki. Najpierw te od Wolnej Grupy Bukowina i Wojtka Belona.
„A jeśli dom będę miał to będzie koniecznie bukowy. Pachnący i słoneczny.”
Po drodze był też oczywiście Harasymowicz, bo przecież wszystkie wiersze są w bukach. Te bieszczadzkie i komańczańskie zostają coraz dalej.
Teraz cieszy zapach drewna z kominka. Gdy jeszcze do pracy chodziłem (w Oliwie – przyp. red.) to wyczuwałem odpalony kominek w domu przy sąsiedniej ulicy. Zapach palonego drewna mieszał się z zapachami schodzącymi z pobliskiego lasu. Jest magia, gdy patrzysz w płonące szczapy, które strzelają iskrami. Gdy jeszcze rozchodzi się wokół przyjemne ciepło. Wychodziłem na podwórko, żeby powietrza kominkowego zaczerpnąć.
Bo to jest jak z ogniskiem. Tym kiedyś, a nie dzisiejszym z nawaloną ekipą.
Obóz harcerski młodych ludzi z gdańskiej Jedynki. Rok 1981 Bory Tucholskie i nocne rozmowy przy ognisku. Byłem szefem, zaganiałem do spania, ale nic z tego nie wychodziło. Rozmowy trwały nieraz do białego rana. Wśród dyskutantów między innymi Krzysiek Skiba i nieżyjący już Maciek Kosycarz.
Siedzisz, patrzysz w ogień i gadasz. Najbardziej oporne języki się rozwiązują. Największe problemy poruszasz. Bo przy ognisku tak siedzimy sobie wszyscy. Bo ognisko wszystko zmienia.
Patrzę na zdjęcie, które przysłał mi Dominik. Też zakochany w płonących szczapach i ich zapachu. Koszyczek z Komańczy, drewno z Kaszub.

Przed kilkoma dniami przypadkowo trafiłem w necie na reklamę urn. Piękną sosnową znalazłem. Taka prosta (znaczy trochę obła), bez wzorków, cudów.
Na koniec więc pewnie też będzie sosna.
Korespondent Łoś
Zdjęcia z archiwum autora








