Oto informacja przekazana mnie dnia 29 października 2002 przez Annemarie Hartrampf mieszkanki Darmstad w Niemczech. Była ona do 1946 roku mieszkanką domu przy ul. Kościerskiej 1 (Schöfereiweg 1). Informacja ta dotyczyła zakończenia walk o Oliwę w marcu 1945.
Szanowny Bogdanie, Twoje informacje dotyczące Oliwy przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Ja mieszkałam przez przeszło 18 lat przy ulicy Kościerskiej 1 (Schäfereiweg 1), moja przyjaciȯłka przy tej samej ulicy pod nr. 2 ponad 20 lat i żyje ona do dziś. Natomiast pod nr. 4 było boisko sportowe a pod nr. 8 mieszkali jeszcze ludzie. Innych domȯw przy tej ulicy nie było. Dopiero mieszkali inni aż w gospodarstwie Prochowy Młyn (Pulvermühle XXI obecnie ul. Kościerska 13). Tam gdzie ja u Rosjan przymusowo pracowałam, tzn. moja przyjaciȯłka, w tym i ja i niemieccy żołnierze, których uprzednio zaopatrzyłam w cywilne ubrania. Byli to żołnierze, którzy u nas na polach obsługiwali działa przeciwlotnicze. Amunicja do tych dział leżała w stodole. Oddział tzw. szperaczy świetlnych stacjonował na łąkach przed doliną Ernstthal. Żołnierze byli z Estonii, Łotwy i Rumuni, którzy byli w formacjach tzw. ochotnikȯw SS z tych krajȯw. Bitwa o Owczarnię prowadzili Rosjanie głȯwnie przy pomocy „Katiuszy” i lotnictwa. Nasz dom był od frontu uszkodzony przez granaty i bomby lotnicze, tak że było wielu rannych. Niemieckie oddziały pancerne stacjonowały przy ul. Czyżewskiego (Ludofinerstr.), od ul. Opackiej aż do Schmierau / Sopot. Zabezpieczały one ewakuacje rannych z przyległego lazaretu. Od strony morza strzelał pancernik „Prinz Eugen” i zabezpieczał drogę ewakuacji aż do Nowego Portu (Neufahrwasser).
Ja już nie pamiętam ile dni to trwało, w każdym bądź razie las w kierunku Strauchmühle (moja uwaga dzisiejsze ZOO) był prawie całkowicie zniszczony. Łotysze, którzy mieli główną kwaterę w moim pokoju mȯwili, że nie ma dla nich żadnej przyszłości i nigdy nie poddadzą się do rosyjskiej niewoli. Do naszego ogrodu spadła jeszcze 250 kg bomba, która nie wybuchła. Pozostawiła ona wielki lej, z którego najbardziej zadowolone były kaczki i gęsi, gdyż po leju powstała wielka sadzawka i to dosłownie przed naszymi drzwiami. Komendant dział przeciwlotniczych w trakcie przesunięcia frontu przyszedł do nas i rozkazał nam opuścić dom, gdyż następnego dnia oddział opuści Oliwę. My w żadnym wypadku nie powinniśmy pozostać sami w domu. Nasze psy i konie zostały zastrzelone dopiero jak odjechaliśmy. Moja matka w ten sposób chciała nam zaoszczędzić bólu. W chwili minięcia Dahlmannschen Mühle (Młyn Oliwski przy ul. Spacerowa 18) została wysadzona wieża na Pachołku (Karlsberg) oraz most przy tym młynie w celu utrudnienia wkroczenia Rosjan do Oliwy. Mieszkaliśmy potem przy ul. A. Liczmańskiego (Jahnstr.) w piwniach i w nocy przyszli Rosjanie. Dla naszego szczęścia w okoliczych domach zakwaterowało się dowództwo armii radzieckiej. Wszystkie kobiety w naszej piwnicy to uratowało od gwałtów pijanych rosyjskich żołnierzy. Gdy tylko zamierzali nocą porwać kobiety dla niecnych zamiarów to głośno krzyczałyśmy, aż przyszedł rosyjski oficer i przegnał napastnikȯw. Niestety w okolicznych domach nie obsadzonych przez rosyjskie dowȯdztwo słychać było nocami krzyki i jęki gwałconych kobiet.
I tak po wkroczeniu wojsk Armii Czerwonej nad ranem 24 marca 1945 od strony Sopotu oraz od strony Owczarni ulokował się w Oliwie główny sztab rosyjskiej armii uderzeniowej. Według relacji Annemarie Hartrampf, w Oliwie sztab zajął enklawę obejmująca zasięgiem domy między ulicami Podhalańska (Am Wächterberg), Alfa Liczmańskiego (Jahnstrasse), Leśnej (Waldstrasse) i Słonecznej (Ottostrasse).

Piszę w nawiasie nazwy ulic w j. niemieckim, gdyż takimi nazwami operowała Annemarie. Enklawę tą Rosjanie dodatkowo otoczyli zasiekami z drutu kolczastego i pilnowały jej liczne i silne posterunki wojskowe. Stąd wydawano rozkazy atakowania Gdańska i przylegających do niego dzielnic.

Sztab ten zaraz po zdobyciu Gdańska przerzucono dalej na zachȯd, domy i wille przeszły w ręce rosyjskiej NKWD, ktȯra dokonywała licznych i brutalnych przesłuchań Niemcȯw i ludności pochodzenia kaszubskiego. Komendantem NKWD na teren Gdańska został Gołowczenko, ktȯry stosował bezwzględny terror względem ludności rodzimej. Jednym z wielu punktȯw terroru NKWD był dom przy ul. Karwieńskiej 2 gdzie NKWD wykonywał wyroki śmierci przez rozstrzelanie i dokonywano potem pochówkȯw ofiar w okolicznym lesie. Jeszcze w latach 60-tych XX wieku kopiąc w przyległym ogrodzie wykopywałem resztki wojennych pozostałości.
Zdobyczny teren w Oliwie Rosjanie uznali jako strefę wojenną aż do czerwca 1945. Pȯźniej – prawie do roku 1948 czerwoną enklawą zarządzał rosyjskie NKWD. Stopniowo od Rosjan w końcu lat 40-tych domy tej enklawy przejmował polski Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (UBP). Co przedniejsze wille i mieszkania były zajmowane przez pracownikȯw i ludzi z tzw. partyjnej nomenklatury. Przypadkowe osoby, co znalazły tu mieszkania, pod rȯżnym pretekstem wysiedlano stosując nawet przemoc przy użyciu broni palnej.
Gdzieś na początku 1952 roku wreszcie domy tej enklawy przejęła państwowa administracja komunalna z siedzibą w Gdańsku-Wrzeszczu. Rozdziałem zwalnianych mieszkań zajęła się Dzielnicowa Rada Narodowa w Gdańsku-Wrzeszczu oraz aktyw partyjny komunistycznej partii. Wybuchła wtedy wielka afera, gdyż rozdział ze strony władzy partyjnej nie odbywał się bezinteresownie, ale opiszę to w innym wątku.
Trzeba zaznaczyć, że nie wszyscy mieszkańcy tej enklawy należeli do wybranców nowej komunistycznej władzy. Przez rotacje mieszkaniowe przychodzili nowi, lecz w zamian otrzymywali już gorsze mieszkania. Co lepsze „rodzynki” pozostawały nadal w rękach tych uprzywilejowanych. Stąd wywodzili się aktywiści oliwskiej, komunistycznej partii. Niektórzy z nich, po reorganizacji, miało po 1956 roku przeszłość po byłym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego. Niektȯrzy zmienili zawody na wysoko eksponowane w sektorze cywilnym. Lecz byli oni dalej aktywnymi komunistycznymi działaczami. Rȯżnymi politycznymi metodami gnębili i prześladowali polskich oraz kaszubskich patriotȯw.
Właśnie tacy nasłali na mego tatę w 1955 Eugeniusza K. mieszkańca Oliwy oraz Stanisława T., mieszkańca domu przy ul. Karwieńskiej 2 m 1, ktȯrzy dokonali w naszym mieszkaniu w Oliwie napadu z bronią w ręku w celu zabicia mego taty. Polityczny, komunistyczny aktyw w Oliwie brał udział w podżeganiu i pomawianiu nas o podłożu politycznym. Na mego ojca spreparowali ponad 17 dochodzeń prokuratorskich, które zostały w procesie sądowym umarzane. Mieli także czelność pisać skargi do KC PZPR na stronniczość prokuratury i domniemane zażyłe z nią znajomości mego ojca. Szczególnie atakowali oni prokuratora Niklasa, ktȯry prowadził dochodzenie w sprawie nadużyć w rozdziale mieszkań „czerwonej enklawy“. Najbardziej podły był protokół podpisany przez dzielnicowego Milicji Obywatelskiej w Oliwie. A co w nim było? A to, że jako dzieci reakcjonisty z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie powinniśmy być przekazani do domu dziecka w celu wychowania nas w duchu socjalistycznym.

W roku 1974 moich rodzicȯw w miejscu zamieszkania napadła banda zorganizowana przez gdańską Służbę Bezpieczeństwa. Napastnicy dostali tylko wyroki jednego roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Po tym napadzie rodzice jako inwalidzi I grupy uszczerbku na zdrowiu określonej przez komisję Zakładu Ubezpieczeń Społecznych zdecydowali się na emigrację na Zachȯd – emigrację do tych, z ktȯrymi walczył ojciec jako sztabowiec w latach 1944-45 w sztabie I Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w Edynburgu / Szkocja. Moja mama, Warszawianka od urodzenia, chodziła pierwsze 3 lata po ulicach w Niemczech i nie mogła zrozumieć, że jest już innym obywatelem. Przed Powstaniem Warszawskim przewoziła tramwajami na placówki Armii Krajowej granaty w torebce damskiej a podczas powstania brała udział w walkach. Po upadku powstania była internowana w obozie przejściowym w Pruszkowie koło Warszawy aż do wyzwolenia przez Rosjan.
Ojciec mój był w latach 1958-1962 wybranym przez niezależne zgromadzenie mieszkanców Oliwy na Przewodniczącego Komitetu Blokowego. To było solą w oku oliwskiej komuny, gdyż działał on i pomagał mieszkańcom, niezależnie od politycznych dyrektyw. Do tego, był w ich oczach reakcjonistą i działaczem Głównego Zarządu Zrzeszenia Kaszubskiego w Gdańsku.
18 listopada 1960 roku aktyw komunistyczny Oliwy oskarżył mego ojca o to, że społeczną funkcję Przewodniczącego Komitetu Blokowego w Oliwie sprawował nielegalnie. Oskarżenie spreparował ze strony komunistycznych władz prokurator M. Braca. Sąd Powiatowy dla miasta Gdańska Wydział IV Karny po rozpatrzeniu oskarżenia umorzył sprawę. W uzasadnieniu napisano, że z tej funkcji odwołać może ojca tylko Walne Zgromadzenie mieszkancȯw Oliwy. Mimo, że Społeczne Komitety Blokowe już nie istnieją, jednak ojciec mȯj nawet pośmiertnie jest nadal przewodniczącym tego komitetu w Oliwie.

Ile to potrzeba jeszcze czasu aby obecni mieszkańcy Gdańska-Oliwy przypomnieli sobie o ich ofiarnym działaczu Przewodniczącym Komitetu Blokowego Oliwy Edmundzie Gołuńskim? Ja jako syn Edmunda tylko mogę dopisać, że o wszystkich pamiętacie ale nie o naszej rodzinie co przepłaciła politycznym wygnaniem za ofiarną pracą na rzecz oliwskiej społeczności. Biogram ojca jest opracowany przez gdańskich historykȯw w Gedanopedii pod linkiem „Edmund Gołuński, energetyk, działacz“.

Bogdan Golunski, Hamburg









