W roku 1956, tzn. po okresie mającym swoje podłoże po śmierci Józefa Stalina, zaczęły powstawać oddolne inicjatywy społeczne. Po latach odżyły inicjatywy wśrȯd społeczności kaszubskiej. Zaistniała potrzeba powstania własnej organizacji, która byłaby bliska ludności kaszubskiej i walcząca o jej potrzeby.
I tak 28 października 1956 w Gdyni zarejestrowano Zrzeszenie Kaszubskie. Wsród aktywnych działaczy był mój tato, działający społecznie od początku 1950 w Gdyni z racji zawodowej pracy w Gdynia Radio (Zespół Radiostacja Gdynia-Witomino).
Zaraz po dwóch miesiącach, 2 grudnia 1956 odbył się Walny Zjazd delegatȯw. Na tym zjeździe wybrano skład Zrzeszenia Kaszubskiego oraz powołano redakcję czasopisma pod nazwą KASZËBE. Czasopismo to było wydawane w formie dużej broszury. Ponieważ tato aktywnie działał w związku stąd często był wymieniany na łamach tego periodyku. Pamiętam, że raz przedstawiono dość dużą Jego karykaturę z rozerwanym butem. Był to kontekst, że tak aktywnie działa dla Zrzeszenia, że aż zdarł sobie buty. U nas w domu w Oliwie często przebywali członkowie zarządu, był nawet Tadeusz Bołduan czy Lech Bądkowski.
W latach 1956-60 zainicjowano akcje założenia skansenu kaszubskiego w Oliwie w Dolinie Radości. Pamiętam inicjatywę mego taty wydarcia w Oliwie z rąk zarządu odlewni „Żeliwiak” zabytkowego wodnego młyna młotowego istniejącego do dziś przy ul. Bytowskiej. Często byłem zabierany na zjazdy, festyny i inne kaszubskie imprezy na Kaszuby. Zrzeszenie Kaszubskie było solą w oku komunistom z PZPR. Sam ȯwczesny działacz w Komitecie Miejskim PZPR w Gdyni i Nowym Porcie Tadeusz Bejm nazwał założone Zrzeszenie Kaszubskie wrzodem października. Swoją wrogą postawą zebrał tylko niezadowolenie wsrȯd niezależnych działaczy. Często ta postawa była referowana na posiedzeniach i naradach zrzeszenia.


Jedną z szykan władz partyjnach było obcinanie przyznanych funduszy. Wreszcie postanowiono zainteresować władzę centralną w Warszawie inicjatywą założenia kaszubskiego skansenu w Dolinie Radości w Oliwie. Wyznaczono mego tatę jako delegata Zrzeszenia Kszubskiego Oddziału Gdańskiego na rozmowy w stolicy. Było to w sierpniu 1958 i tato wziął parę dni urlopu i udał się do Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (KC PZPR) w Warszawie. W tym celu otrzymał pisemne potwierdzenie ze strony Zarządu Zrzeszenia Kaszubskiego Oddziału Gdańskiego.
Owszem przyjęto go przyjaźnie a na spotkaniu był jeden z sekretarzy KC PZPR do spraw kultury. Postanowiono zawołać na to spotkanie ȯwczesnego Ministra ds. Kultury i Sztuki. Jak się okazało przybył minister Tadeusz Galiński. Był chyba już telefonicznie uprzedzony o treści spotkania, gdyż jak tylko wszedł i wsłuchał sie w rozmowę to od razu wypalił, że wam Kaszubom zachciewa się autonomii. Trochę tym uprzedzeniem tatę zaskoczył. Tato odpowiedzial z zapytaniem skierowanym do obecnego Ministra Galińskiego, czy wie kto jest autorem tekstu Hymnu Narodowego tzw. Mazurka Dąbrowskiego?
Nooooooo i pan Minister Kultury i Sztuki wogȯle nie wiedział. Spontaniczne pytanie było celowo postawione przez tatę i na czasie, gdyż autor tekstu urodził się w Będominie koło Kościerzyny czyli całą gębą Kaszebe. Minister był jakoś w niezręcznej sytuacji i dla odczepnego zaproponował zwiększenie dotacji do około 5 milionȯw zł na rzecz inicjatywy Zrzeszenia Kaszubskiego w Dolinie Radości. Po spotkaniu przekazano tacie informację, że odnośne dyrektywy otrzyma sekretarz KM PZPR w Gdyni Tadeusz Bejm.
Zaraz po powrocie odbyło się nadzwyczajne posiedzenie zarzadu w rozszerzonym składzie, gdzie tato zrelacjonował wyniki spotkania w KC oraz obiecane finansowe dotacje. Opowiedział również o postawie ministra Galińskiego oraz jego niewiedzę z historii Polski.
Na sali zawrzało z burzą oklasków a tato urȯsł do roli kaszubskiego bohatera, że tak przygadał ministrowi.
Niestety stosunek i uprzedzenie Tadeusza Bejma nic się nie zmienił, wręcz stał się jeszcze bardziej wrogi. Bejm swoją decyzją wstrzymał przyznane w Warszawie finansowe dotacje dla Zrzeszenia Kaszubskiego. Zaczęły się polityczne nagonki i prześladowania aktywnych członkȯw Zrzeszenia Kaszubskiego. Wielu wtrącono pod rȯżnym pretekstem i tzw. miękkimi represjami do więzień lub usuwano z pracy. Wreszcie na początku 1964 Zrzeszenie Kaszubskie w pierwotnej formie rozwiązano. Była to osobista zemsta Tadeusza Bejma, pȯźniejszego sekretarza KW PZPR w Gdańsku.


W powyższej treści artykułu w Dzienniku Bałtyckim nr 88 z dnia 15.04.1958 informowano o powołaniu nowego składu Zrzeszenia Kaszubskiego Oddziału Gdańskiego. I tak wybrano na stanowisko Prezesa Pawła Brzeskiego, sekretarzem została Zofia Marszałkowska, skarbnikiem Urszula Szornak. Członkami Zarządu zostali Zygmunt Budzisz, Edmund Gołuński (mój tato), Wojciech Kiedrowski i Edmund Szuta.
Natomiast to samo czasopismo w wydaniu nr 197 z dnia 20.08.1958 poinformowało o powołaniu komitetu społecznego przy Zrzeszeniu Kaszubskim Oddziału Gdańskiego, którego celem działalności było zbudowanie skansenu kaszubskiego w oliwskiej Dolinie Radości. Przewodniczącym społecznego komitetu został Edmund Gołuński. I tylko działania odgȯrne z ramienia komunistycznej PZPR w osobie Tadeusza Bejma zniweczyło tak piękna inicjatywę. Dzisiaj widać w Dolinie Radości w Oliwie co powstało po zniweczeniu inicjatywy społecznej w latach 1958.
Powstałe pȯźniej w 1964 Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie było takie jakie sobie juź komuniści z PZPR życzyli. Było ułożne i posłuszne linii partii. Wielu na „trupach” dawnych działaczy robiło większe lub mniejsze kariery.
Dziś nowe władze kaszubskiej organizacji zapominają o dawnych działaczach, którzy tyle serca i poświęcenia z narażeniem na polityczne prześladowania, oddali na rzecz społeczności kaszubskiej.
Mam też tu żal do cenionego przez moją rodzinę profesora Jȯzefa Borzyszkowskiego, że jakoś o tych dawnych i oddanych kaszubskich działaczach kompletnie zapomniał. Także na łamach informacji o Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim brak jest informacji o dawnych działaczach Zrzeszenia Kaszubskiego Oddziału Gdańskiego.
Jak szybko zapomina sie o swoich oddanych dzialaczach.
Bogdan Gołuński






