Reklama

Ostatni mecz tego roku

Gramy już od wielu lat. Niezmiennie, co tydzień, każdy czwartek. Deszcz. Śnieg. Duchota w lecie.

Dwie drużyny.

Udostępnij facebook twitter Whatsapp Drukuj Wyślij emailem

29.XI.2022  Oliwa

Gramy już od wielu lat. Niezmiennie, co tydzień, każdy czwartek. Deszcz. Śnieg. Duchota w lecie.

Dwie drużyny.

Tamci w pomarańczowych znacznikach – elita piłkarskich gdańskich boisk, ojcowie i synowie, gedańczycy i sopoccy trampkarze akademii futbolowych.

Ich bramkarz o sylwetce rzymskiego gladiatora z rękawicami wielkimi jak chwytaki koparki elektromagnetycznej.

Adamus jego imię.

Na przeciw im – my.

Zbieranina oliwskich i trójmiejskich oustajderów

Wojtki, Łukasze, Kamile, Mikołaje i Karole.

Starszaki po przejściach życiowych wraz z kilkoma młokosami dla których dopiero otwiera się nowy wspaniały piłkarski świat.

My – aniołowie o brudnych twarzach z czarnymi gumkami ze zniszczonego boiska w ustach. Ich gorzki smak porażki znamy już zbyt długo.

Ostatnie spojrzenie na wybrane składy. Ostanie wskazówki. Ostatnie zdanie wypowiedziane szeptem tuż przed pierwszym gwizdkiem…

” Jak będziemy dostawać do zera po 20 minutach to najwyżej zmienimy składy”…

Niesłyszalny gwizdek rozpoczął spotkanie.

Gramy do 21.05. O tej godzinie p. Barbara wyśle smsa i światło na stadionie zgaśnie ostatni raz w tym roku.

Pierwsze 30 minut to cios za cios. Gra o dziwo jest wyrównana. Pomarańcze już wiedzą i czują ,że to będzie ciężki mecz.

Padają pierwsze bramki. Potem drugie.

Następnie siódme i ósme.

Faule te prawdziwe i wyimaginowane są odgwizdywane przez niewidzialnego sędziego. Przy stanie remisowym 10:10 do zespołu przeciwnika wkradła się niepewność i irytacja. Dwa filary ich drużyny: Maciej i Artur zaczęli nerwowo zerkać na zegar wiszący w sali gimnastycznej obok…

Była 20.50 wtedy poczuliśmy i zrozumieliśmy, że możemy ten mecz wygrać, że możemy zapisać się w historii czwartkowych meczów.

Ruszyliśmy do ataku

To wtedy w tamtych minutach padł najpiękniejszy gol tego sezonu strzelony przez Kamila starszego z Oliwy.

Czas leciał nieubłaganie. Zmęczeni, brudni i ociekający potem dawaliśmy z siebie wszystko.

I tak 5 minut przed smsem p. Barbary był remis. 12:12.

Zostało kilka minut i cieszyliśmy się już z niego. Lecz ataki koszulkowców nie ustępowały. Młodość, zawziętość ale i urażona duma sprawiła ,że w tych ostatnich minutach prawie wszyscy znaleźli się pod naszym polem karnym.

I to był ich największy błąd w tym spotkaniu.

Został tylko młody obrońca i Adamus na bramce.

Rzut rożny. Źle wykonany. Nasz bramkarz łapie piłkę i wykopuje jak najdalej od naszego pola karnego.

Słyszę jej świst nad głową, jest w nim coś nadprzyrodzonego , coś mistycznego …nie z tego świata.

Ostatni obrońca ruszą po nią. Biegnę tuż za nim. Nie mam już sił. Ani chęci..

Ale słyszę z oddali głos…” Dajesz kuuurwaaaaaa !!!”

W mej głowie brzmi to jednak jak -” dopóki walczysz jesteś zwycięzcą…”

Wyprzedziłem młodego adepta sopockiej akademii, przyjąłem piłkę i wypuściłem przed sobą, trochę za daleko. Gonię ją .

Kątem oka widzę, że Adamus wybiega z bramki i również kieruje się w jej stronę.

Kilka metrów dalej, prawie równocześnie docieramy do niej. Uderzam w ostatniej chwili i co prawda z „czuba” ale jakie to ma znaczenie…

Strzał jest silny, piłka przelatuje pomiędzy nogami bramkarza i z impetem wpada do bramki.

GOOOOOOOLLLLLLL!!!!!!!

Puste trybuny oszalały z radości, ludzie w domach przed telewizorami wpadli w szał . Kibice oglądający z okien swoich domostw stadion orlika wpadli w spazmy radości, wszystkie gardła połączyły się w jeden okrzyk.

GOOOOOOOOOOLLLLLL!!!!!

Klerycy mieszkający w przykatedralnych murach pobudzili się i pospadali z łóżek w przerażeniu myśląc, że to trąby Apokalipsy zastały ich śpiących.

GOOOOOOOOOLLLLLLLL !!!!

Duchy zmarłych z miasta Oliwy poruszyły się niespokojnie w swoich grobach na pobliskim cmentarzu.

GOOOOOOOOOLLLLLL  !!!!!

Okna w Auli obok zadrżały przerywając wieczorną próbę muzyczną tamtejszego zespołu …

GOOOOOOLLLLLL !!!

Zaczęliśmy się radować śpiewając :

” Wygraliśmy przegrać nie mogliśmy chociaż macie kolorowe gacie z nami nigdy nie wygracie !!!

Wtem !

Światło zgasło.

Czas się skończył.

Nastała cisza

Koniec meczu.

Jak gdyby nigdy nic przybiliśmy sobie piątki i rozeszliśmy się do domów.

Za rok znowu zagramy.

Po powrocie dowiaduje się, że umarł Pele.

Edson Arantes do Nascimento.

Smutek ogarnął cały piłkarski świat.

Ile razy byłem Pele za dzieciaka, ganiając za piłką na „stadionach” oliwskich piaskowych zabetonowanych już boisk ?

Ile razy Ty byłeś Pele?

Wczorajszego wieczoru, gdy ruszyłem za piłką w ostatniej akcji tego roku usłyszałem za sobą cichy szept :

” Mais rapido, meu Amigo, para a imortalidade.” *

* „Szybciej mój przyjacielu. Ku nieśmiertelności.”

Tribute to Pele.

Zbieżność imion przypadkowa.

Aleksander Cavalieri Łukasiewicz

Ostatnia edycja: 29 grudnia, 2023 o 15:58