Reklama

Opowieści lasku oliwskiego – Wyżerka u Eli

Mieszkała sobie niezwyczajna para mieszkańcȯw przy ulicy Spacerowej 14. Byli bezdzietni i prowadzili bardzo małą gospodareczkę. Hodowali jedną krowinkę, parę świniaków, domowe ptactwo i zabiedzonego konia.

Opowieści lasku oliwskiego – Wyżerka u Eli
Udostępnij facebook twitter Whatsapp Drukuj Wyślij emailem

Ona Ela (Gocławska), on Piotr (Klibzakis). Piotr często wyprawiał pijackie burdy w Oliwie, a jak był bardzo pijany to potrafił nawet pobić dzielnicowego Milicji Obywatelskiej. Był zakałą dzielnicy, typowy pijus i moczymorda.

Raz wygadał się po pijanemu, jak bronił w marcu 1945 roku Oliwy przed wojskami radzieckimi. Piotr był wówczas w oddziałach spadochroniarzy Waffen-SS z Łotwy. O tych oddziałach już opowiadałem w cyklu „Opowieści lasku oliwskiego – zdobycie Oliwy w 1945 roku“.

Raz zapytany, jak to się uchronił przed zemstą Ruskich, opowiedział następującą krȯtką historię.

Jak już Ruski wkraczali do Oliwy, przebrał się w cywilne ubranie i poprzez las uciekł do leśniczȯwki Gołębiewo – koło obecnej obwodnicy Trojmiasta. Tam leśniczy -autochton przechował jego aż do czasu, gdy można było się zgłosić jako repatriant ze wschodu.

Jakiś czas pracował przymusowo w Oliwie, w tzw. Pulverhof (ul. Kościerska). Był on nadwyraz mocnym chłopem, raz w latach 50-tych przywoził dłużycę z lasu. W pewnej chwili wypadło koło wozu z piasty i wóz konny opadł pod tym dużym ciężarem na bok. Trzeba było unieść wóz, lecz nie było w zasięgu ręki urządzenia zwanym lewarkiem.

Młyn XXI (Prochowy) z XVI wieku, widok od strony podwórza. – Franciszek Mamuszka , „OLIWA – Okruchy z dziejów, zabytki”.

Więc się nasz „obrońca Oliwy” ustawił tyłem do wozu i się zaparł. Kazał innej osobie przygotować koło do nasadzenia i własnymi rękoma podniósł jednostronnie wóz wraz z załadowaną dłużycą. W ten sposób nałożono piastę koła na oś.

Lecz był on zarazem zwyrodnialcem dla zwierząt. Jego koń był postrachem całej Oliwy. Był tak zagłodzony, że widać było wystające żebra. Nawet pusty wóz koń ledwo ciągnął od krzyżówki Spacerowej i Opackiej do początku ulicy Kościerskiej.

Ponadto często i bez powodu maltretował swoje zwierzaki w stajni. Pewnego razu koń nie wytrzymał i z całej siły kopnął Piotra – „obrońcę“ w goleń. Spowodowało to otwarte złamanie kości. Lecz coś było zapisane w niebie i Piotrowi noga się nie goiła z uwagi na wysoką cukrzycę. Wreszcie lekarze zdecydowali się na amputacje nogi.

Ale wróćmy do wyżerki

U Eli spotykała się „oliwska śmietanka”

Przychodzili tacy, których dzisiaj nawet opieka społeczna by nie wykarmiła.

No cóż, biedna Ela każdego gościa domu nakarmiła. Bywalcy u niej bardzo chwalili jej talent kulinarny. Nie było tajemnicą, cała Stara Oliwa po cichu przy kuflu piwa (ȯwczesna pijalnia piwa w parterowej przybudówce domu nr 16 obecnej ulicy Stary Rynek Oliwski a dawna ul. Armii Polskiej 10) opowiadała o kunszcie gotowania Eli.

Niby kobieta bardzo biedna, a tak jak Jezus – z niczego napełniała miski oliwskiej ferajny.

Budynek nr 16 przy ul. Stary Rynek Oliwski w Oliwie. Po prawej, za słupem ogłoszeniowym pijalnia piwa (w przybudówce). Fot. Artur Wołosewicz 1977. Przekazał Robert Krygier dla DawnaOliwa.pl

Pewnego dnia do naszej biednej Eli wpadł bez zapowiedzi jej sąsiad. Patrzy i oczom nie wierzy – a nasza Elunia przemywa resztki mięsiwa ze zlewek, które Piotr przywoził wozem konnym ze stołówek. To mięsiwo potem na różne sposoby przyrządzała. Raz duszone, raz gotowane a i trafiał się smaczny gulasz.

Ech, dawna Restauracja Oliwska by się powstydziła ze swym skromnym jadłospisem. Rozniosła się fama o sposobie „rozmnażania” się jadła u Eli wśród oliwskiej ferajny spod pijalni piwa. No i chłopom odechciało się od tej pory „skoku na kuchnię” u Eluni.

Oliwa ul. Spacerowa 14 – to co pozostało po gospodarstwie Eleonory Gocławskiej (fotografia własna z 2014 r.)

A co mówią obecne przepisy zawarte w dyrektywach unijnych z 2009 roku gdzie zgodnie z nimi „zabronione jest stosowanie produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego i produktów pochodnych m.in. w przypadku skarmiania zwierząt gospodarskich innych niż zwierzęta futerkowe odpadami gastronomicznymi lub materiałem paszowym zawierającym odpady gastronomiczne lub z nich otrzymanym”. Za łamanie tych przepisȯw w zależności od ilości skarmianych w ten sposób zwierząt hodowlanych grozi kara od 900 zł az do 23.000 zł. Ponadto gdy powiatowy lekarz wetererynaryjny potwierdzi, że w żywieniu zwierząt były stosowane niedozwolone produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego lub produkty pochodne np z gastronomi, nakazuje w drodze decyzji, zabicie takich zwierząt.

O zgrozo, jakby zastosowano ówczesnie takie przepisy w stosunku do oliwskiej ferajny spod kiosku z piwem co spożywali takie produkty.

No ale w PRL byłoby to wszystko utajnione. Dla dobra socjalizmu.

Bogdan Gołuński

Hamburg

Tak obecnie wygląda miejsce gdzie stał dom Eleonory i Piotra. fot. Tomasz Strug
Młyn Prochowy przy ul. Kościerskiej 13 (obecnie teren ZOO) stan w 2005 roku.
fot. Tomasz Strug

Ostatnia edycja: 11 sierpnia, 2023 o 22:45